Podlaskie AGRO

Aktualności

Podlaskie produkty tradycyjne

Produkowane w woj. podlaskim sery, chleby, wędliny chętnie kupowane są na jarmarkach i festynach. Trudno je jednak nabyć poza tymi miejscami. W stolicy województwa nie ma miejsca, gdzie mogłyby być sprzedawane w odpow iednich warunkach.
Krystyna i Andrzej Łukaszuk z Gorszczyzny koło Korycina od lat zajmują się produkcją tradycyjnego sera korycińskiego. Prz ed czterema laty doprowadzili do założenia zrzeszenia producentów tego przysmaku. Dziś na ich „koncie” jest nie tylko kilka prestiżowych nagród (m.in. Perła, Marka Roku), ale też sukces związany z promocją sera korycińskiego. Państwu Łukaszukom, jak i innym producentom tego smakołyku na sercu leży problem jego sprzedaży. Jak na razie ser koryciński można w Białymstoku znaleźć co najwyżej na targowisku, gdzie panują warunki mało odpowiednie do jego sprzedaży.
- Latem jest mniej kłopotu – mówi Andrzej Łukaszuk. – Jeździmy na festyny i jarmarki. Są też i ludzie, którzy przyjeżdżają po ser bezpośrednio do nas.
Trudniej jest o sprzedaż poza tymi okazjami. Zdaniem pana Andrzeja i jego żony świetnym rozwiązaniem byłoby uruchomienie w Białymstoku specjalnego miejsca do handlu tego typu produktami.
- Można sery i inne produkty sprzedawać za pośrednictwem np. sklepów z żywnością ekologiczną jednak, moim zdaniem, najlepiej jest, gdy handel prowadzony jest bezpośrednio przez producentów – mówi Andrzej Łukaszuk.
- Wiemy, jak obchodzić się z serem, chętnie doradzamy klientom, dajemy im możliwość skosztowania różnych jego gatunków – dodaje jego żona.
Kilka lat temu Mirosław Lech, wójt gminy Korycin i jednocześnie prezes Związku Gmin Wiejskich Województwa Podlaskiego wystąpił z inicjatywą, by w Białymstoku uruchomić miejsce, w którym przysmaki z Podlasia mogłyby być kupowane. Pomysł ten nie spotkał się z zainteresowaniem władz stolicy województwa. Dlatego wójt uruchomił na terenie gminy, którą włada, trzy specjalne wiatraki, służące do sprzedaży sera korycińskiego. Jednak, po pierwsze, prowadzi się w nich handel tylko sera (skądinąd smakowitego), po drugie producentom przysmaków zależy na uruchomieniu sprzedaży w Białymstoku. Czy jest na to szansa?
- Jeśli teraz pojawi się inicjatywa ze strony miasta, to oczywiście jesteśmy za tym, by takie miejsce zorganizować, ale już na innych zasadach – mówi Mirosław Lech. - Kilka lat temu byliśmy gotowi, by przygotować takie targowisko we wskazanym miejscu, teraz moglibyśmy pomóc przy jego tworzeniu. Sprawa jest otwarta.
Jak podkreśla, jest zainteresowanie tą kwestią ze strony miasta.
- W jego interesie jest, by zarówno mieszkańcy Białegostoku mieli możliwość kupna podlaskich przysmaków, jak też żeby turyści wiedzieli o takim miejscu, co mogłoby ich skłonić do odwiedzenia miasta – dodaje.

Małgorzata Sawicka

Ubezpieczenia rolnicze

60 % do rolniczej składki ubezpieczeniowej będzie dopłacać państwo – zakłada nowelizacja ustawy o dopłatach do ubezpieczeń rolnych i zwierząt gospodarskich. To o 10 % więcej w stosunku do poprzedniej wersji ustawy. Jednak najpoważniejszą zmianą jest to, że ubezpieczenia mają być obowiązkowe.
Już w ubiegłym roku rolnicy mogli korzystać z ubezpieczenia upraw z dopłatami z budżetu państwa. Mogli, ale nie chcieli, podobnie jak firmy ubezpieczeniowe, które też nie były tą kwestią zainteresowane. Dlatego resort rolnictwa rozpoczął prace nad nowelizacją ustawy. Wedle nowych przepisów państwo zagwarantowało firmom ubezpieczeniowym reasekurację, czyli pomoc finansową w razie wystąpienia klęski suszy.
Słyszałem o tym, że ubezpieczenia mają być obowiązkowe – mówi Wiktor Antoniuk, rolnik ze Złotnik w gm. Juchnowiec Kościelny. - Powiem szczerze, rolnicy nie są tym pomysłem zachwyceni.
Dlaczego? To proste. Zdaniem części rolników z województwa podlaskiego ryzyko uszkodzenia przez zjawiska pogodowe jest niewielkie. Na tyle małe, że ich ubezpieczanie byłoby tylko zbędnym obciążeniem finansowym. Szczególnie, że nie każdy typ uprawy jest narażony w tym samym stopniu na uszkodzenia.
Sądzę, że najbardziej skorzystają na tym firmy ubezpieczeniowe – dodaje Wiktor Antoniuk. - Rolnicy natomiast będą mieć kolejne obciążenie. Moje opłaty związane z ubezpieczeniem w gospodarstwie rocznie sięgają 4 tys. zł. To chyba nie jest mała kwota. A jestem przekonany, że nie będzie mi się to kalkulować, gdyż zaledwie raz zdarzyła mi się sytuacja, że moje uprawy zostały uszkodzone przez warunki pogodowe, a i to w niewielkim stopniu.
Zmiany będą musiały być zaakceptowane przez rolników, gdyż ubezpieczenia mają być obowiązkowe i to już od lipca przyszłego roku. Ci, którzy nie będą spełniać obowiązku, poniosą kary finansowe. Nowa ustawa ma, w myśl polityków, doprowadzić do sytuacji, że w zamian za stosunkowo niewielkie opłaty, rolnik w sytuacji klęski otrzyma pieniądze prawie w całości pokrywające jego straty. Ma to szczególne znaczenie w odniesieniu do ubiegłorocznej suszy. Wówczas straty poniosło bardzo dużo rolników. Natomiast wsparcie ze strony państwa było niskie i dostało je niewielu gospodarzy.

Ubezpieczyć będzie można uprawy zbóż, kukurydzy, rzepaku, chmielu, tytoniu, warzyw, drzew i krzewów owocowych, ziemniaków lub buraków cukrowych, od zasiewu lub wysadzenia do ich zbioru, od ryzyka wystąpienia szkód spowodowanych przez huragan, powódź, deszcz, nawalny, grad, piorun, obsunięcie się ziemi, lawinę, suszę oraz ujemne skutki przezimowania lub przymrozków wiosennych.
Co ważne, rolnik nie będzie musiał ubezpieczać się od każdego ryzyka, ale tylko od wybranych.

sam

 

Konkursy

Już po raz piąty odbędzie się w tym roku ogolnopolski konkurs \"Bepzieczne Gospodarstwo Rolne\". Do 30 kwietnia tego roku można zgłaszać swoje uczestnictwo.
Warto w tym konkursie wziąć udział nie tylko ze względu na atrakcyjne nagrody. Konkurs ma bowiem na celu promowanie zasad ochrony zdrowia i życia w gospodarstwach rolnych oraz wyłonienie gospodarstw mających osiągnięcia we wdrażaniu tych zasad. Mogą wziąć w nim udział udział osoby pełnoletnie prowadzące produkcyjną działalność rolniczą. Właściciele trzech najbezpieczniejszych gospodarstw wyłonionych w etapach regionalnych i wojewódzkich poprzednich edycji nie mogą brać udziału w Konkursie przez okres trzech kolejnych lat. Osoby, pragnące wziąć udział w konkursie powinny wypełnić formularz zgłoszeniowy dostępny w placówkach i oddziałach KRUS oraz na stronie www.krus.gov.pl, a następnie dostarczyć go do najbliższej Placówki Terenowej lub Oddziału Regionalnego KRUS osobiście, za pośrednictwem poczty lub innych osób.

Według danych Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego do najczęstszych przyczyn i okoliczności wypadków należy: nieznajomość lub lekceważenie zagrożeń, szczególnie przy prostych rutynowych czynnościach, pośpiech i stres, nierozważne angażowanie do niektórych prac dzieci i osób w podeszłym wieku, bałagan w obejściu i w miejscach wykonywania czynności, posługiwanie się maszynami i ciągnikami po spożyciu alkoholu, usuwanie zapchań, czyszczenie, dokonywanie regulacji i sprawdzanie działania maszyn w ruchu, podejmowanie napraw bez posiadania kwalifikacji i oprzyrządowania, brak ochron indywidualnych i właściwych ubrań roboczych. Obok ww. \"czynników ludzkich\", wypadki powodowane są przez zły stan techniczny maszyn, budynków gospodarczych, schodów, drabin i narzędzi.

Opr. (sam)

Interwencyjny skup żywca

Od 70 do 80 tys. ton żywca wieprzowego zostanie skupionych w ramach interwencji zorganizowanej przez rząd. Skup ruszył w ubiegłym tygodniu, cena w jego ramach będzie się kształtować w granicach 3,5 zł/kg. Czy rozwiąże to problem podlaskich rolników?

Sytuacja hodowców trzody chlewnej jest fatalna. Za kilogram żywca płaci się już nawet po 2,70-2,80 zł! Nic więc dziwnego, że rolnicy domagają się od polskiego rządu interwencji. Obecne ceny są niższe od kosztów produkcji - oceniają.

Mirosław Brański wraz z synem Łukaszem prowadzą w Kurianach k. Białegostoku hodowlę trzody chlewnej. Rocznie produkują średni po 600 tuczników. Obaj bardzo negatywnie wypowiadają się na temat rynku, cen i działań władz, odpowiedzialnych za polskie rolnictwo.

- Co prawda taka górka zdarza się raz na dwa, trzy lata, ale tak źle jak teraz nie było dawno – mówi Mirosław Brański. - Gdyby jeszcze ceny zboża były na poziomie z ubiegłego roku, to dałoby się jakoś wytrzymać, ale te z kolei są bardzo wysokie. Wychodzę na zero, nie licząc własnej robocizny.

- Monitorowaliśmy sytuację w województwie podlaskim na bieżąco- zapewnia Zbigniew Dembowski, wiceprezes Podlaskiej Izby Rolniczej. - Problem niskich cen trzody chlewnej dotyczy u nas jednej trzeciej gospodarstw.

Jak tłumaczy Zbigniew Dembowski Izba kilkakrotnie występowała z interwencją do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. W odpowiedzi 17 stycznia resort wyjaśnił, że Unia Europejska nie podejmuje działań na rynku trzody chlewnej, bo ocenia sytuację jako dobrą i stabilną. Trzeba tylko pamiętać, że to co jest dobre dla całej Unii, niekoniecznie jest dobre dla nas.

W ubiegłym tygodniu polski rząd podjął decyzję, o sfinansowaniu z budżetu państwa skupu 70-80 tys. ton żywca wieprzowego. Ma się tym zajmować Agencja Rezerw Materiałowych. Według Andrzeja Leppera, ministra rolnictwa na ten cel zostanie przeznaczonych ok. 500 mln. zł. W tym 100 tys. to kwota, która przeznaczona ma być na koszt przechowania mięsa. Zdaniem szefa resortu państwo nic na całej operacji nie straci, bo w przyszłym miesiącu mięso zostanie sprzedane i w ten sposób pieniądze znów wrócą do budżetu. Skup ma być prowadzony na terenie całego kraju. W pierwszej kolejności świnie będą skupowane od rolników indywidualnych.

Zdaniem wiceprezesa Podlaskiej Izby Rolniczej rozwiązanie zaproponowane przez polski rząd pomoże o tyle, że w sposób doraźny spowoduje zwyżkę cen.

- Trzeba pamiętać, że te świnie nigdzie z Polski nie wyjadą i tu zostaną sprzedane – podkreśla. - Tak więc, gdy sytuacja ulegnie unormowaniu, a zapasy zostaną wyprzedane, doprowadzi to do kolejnej zniżki cen. Pozostaje też pytanie, w jaki sposób technicznie skup będzie prowadzony?

Podobnego zdania są hodowcy. Jeśli ceny skupu będą kształtować się na poziomie, o którym teraz mowa, to nie będzie im się to opłacać. Tyle, że skup zmniejszy podaż na rynku.

- Uważam, że interwencja powinna pojawić się 4-5 miesięcy temu – mówi hodowca. - Trzeba się będzie chyba przemęczyć i przeczekać zły okres.

Weronika Szyszko

Nawozy warto kupić wcześniej, bo po nowym roku zwykle mocno drożeją

Jeszcze w listopadzie ceny nawozów były stabilne i stosunkowo niskie. Jednak z każdym tygodniem drożały. Szczyt cenowy – jak przewidują sprzedawcy - nastąpi w marcu.

Na początku grudnia ruch w sklepach z nawozami był jeszcze niewielki.
– Przyczyna jest prosta, rolnicy nie mają pieniędzy – mówi Alicja Wiszniewka z firmy Ecorol z Krypna Wielkiego. – Sądzę, że jak co roku, gdy rolnicy otrzymają już dopłaty bezpośrednie, zacznie się ruch.
Na dziś do części osób, dotarły już zawiadomienia o wypłacie pieniędzy, więc spodziewany ruch w nawozowym interesie zacznie się lada moment. Wiele na to wskazuje, bo wedle obietnic ministra rolnictwa, ok. 30 proc. rolników ma otrzymać dopłaty bezpośrednie jeszcze do końca tego roku. Znakomita większość natomiast dostanie pieniądze do końca lutego przyszłego roku. Tylko 2-3 proc. gospodarzy będzie musiało poczekać. Chodzi o tych, których sprawy formalne były problematyczne.
– Być może będzie inaczej niż w latach ubiegłych, kiedy to niektórzy rolnicy dostali pieniądze dopiero w czerwcu – mówi z optymizmem Alicja Wiszniewska. – Bo zakup nawozów, to sprawa oczywista, a ile i kiedy ludzie ich kupią, zależy tylko od środków finansowych przez nich posiadanych.
Ile teraz za nawozy zapłacą rolnicy? Tona saletry w Ecorolu kosztuje 720 zł, mocznika 840 zł. Za tonę superfosfatu trzeba zapłacić 510 zł, za tonę soli (60 proc.) – 850 zł.
W firmie Rol Pol w Szepietowie ceny nawozów kształtują się na następującym poziomie. tona mocznika kosztuje 890 zł, saletry natomiast –735 zł. Wieloskładnikowa polifoska 8 kosztuje 1.015 zł/t, superfosfat – 480 zł/t.
Nie ma się co jednak przyzwyczajać do tych cen, bo w sezonie, który się już zaczął, zmieniają się one średnio co dwa tygodnie. Oczywiście na niekorzyść rolnika, a właściwie jego portfela. Jak jest rada? W nawozy warto zaopatrzyć się wcześniej, bo jak mówią rolnicy i nie ukrywają pośrednicy, w okolicach nowego roku corocznie one drożeją.
– Podwyżka będzie znacząca – podkreśla Alicja Wiszniewska. – Zależy oczywiście od wielu czynników. Jeśli drożeje gaz, czy paliwa, to i ceny nawozów zaraz idą w górę. Robiąc zakupy wcześniej, można na tonie zaoszczędzić nawet 50 zł!
– Najtańsze nawozy są w połowie października, kończy się wtedy sezon i ceny spadają. Taki stan trwa do listopada włącznie – mówi Halina Ołdakowska, właścicielka firmy Rol Pol. – Później zaczynają stopniowo drożeć – co kilka tygodni po 10-15 zł. Szczyt cen to oczywiście marzec – czas prac polowych.
Jej zdaniem warto teraz zainwestować w nawozy również z kilku innych powodów. Po pierwsze można uniknąć w ten sposób kolejek. Po drugie, przy mniejszej ilości klientów dystrybutorzy są w stanie dowieźć zakupy na miejsce do rolnika, w sezonie raczej nie ma na to szans. I trzecia rzecz – to ograniczony asortyment. Rolnicy najczęściej poszukują nawozów azotowych, których zawsze brakuje na rynku. Im wcześniej rolnik zrobi zakupy, tym większy ma wybór.
– Od kiedy polscy rolnicy zaczęli otrzymywać dopłaty bezpośrednie, automatycznie, w ślad za tym, zaczęły rosnąć ceny środków produkcji rolniczej – mówi Zbigniew Dembowski, wiceprezes Podlaskiej Izby Rolniczej. – Jednak na cenę nawozów ma wpływ wiele czynników i trudno przewidzieć, jak się będą w tym roku zachowywać. Owe czynniki to m.in. ceny gazu oraz kurs euro.
Jednak jak podkreśla Dembowski, warto w nawozy wyposażyć się wcześniej, nie tylko dla oszczędności, ale i wygody.
– Jak obserwuje coraz więcej rolników tak postępuję – ocenia wiceprezes PIR. – Już teraz część z nich wyposaża się, szczególnie w nawozy azotowe. A to dlatego, że w latach ubiegłych w okresie najbardziej wzmożonych zakupów, brakowało ich. Trzeba było dość długo czekać na dostawę.

Weronika Szyszko


Jesteś tutaj: Strona główna Artykuły Aktualności